niesamowite jak bardzo świadomie odchodzę od zmysłów.
za każde pięć minut, za każdą kawę, za każdy oddech, za wszystko co nie miało miejsca a mi się zachciało.
whiskey z colą w plastikowym kubku, usta pogryzione od twoich pocałunków
i ten widok gór o każdej porze dnia i nocy, biały dym marlboro i kilka nut z gitary.
to cholernie zabawne jak mało się mylę.
nigdzie nie idę ale przecież nigdy nie zostaję zbyt długo.
