Wszyscy leżymy w rynsztoku, lecz tylko niektórzy patrzą w gwiazdy. Nawet to, wymaga w dzisiejszych czasach odwagi. Potrzebowałam dużo czasu na miłość, tęsknotę, wiarę czy poświęcenie dla rzeczy bardziej lub mniej słusznych, dla ludzi, których nieraz nie znałam chociaż byłam ich pewna czy spraw, których po dziś dzień nie rozumiem. To nic, staje przed lustrem, obnażona z pewności siebie choć tak naprawdę to tylko kilogram na duszy, ale szczęśliwa. Moja taktyka budzenia się rano i działania 'zanim zadam sobie pytanie "po co?" okazała się działać cuda. Jestem szczęśliwa nie dlatego, że ty tak mówisz albo bo tak wypada, nie dlatego, że na przymus cieszę się każdą najmniejszą chwilą, nie. Każdy szczęście ma w sobie, a czynniki zewnętrzne pomagają nam sie określać, przeważnie wychodzimy na minus biorąc wszystko na siebie, łatwiej jest sie poddać, każdy to wie. Ale nie jest się człowiekiem, jeśli nie stawia się oporu. Kiedyś zarzekałam się w wielu sprawach ale życie je zweryfikowało, i wciąż weryfikuje, to, że czasem płaczę nie znaczy, że wypełnia mnie smutek ale każdy czasem upada, przecież lepiej umrzeć stojąc niż żyć na kolanach. To chyba dobry czas i miejsce by podziękować Ci, że jesteś.
Duma na półkę, zdjęcia do pudełek, pudełka na szafę.
Spadają gwiazdy, całą noc, czasem wystarczy podnieść głowię by przeżyć coś niesamowitego,
nie trzeba od razu rzucać wszystkiego dla wielkich słów i żadnych zmian.