Wszystko co kiedyś zrodziło się, nawet najgłębiej w duszy- mija; ulatują plany, marzenia, uczucia, wszyscy mijamy a na nikim nie robi to wrażenia, to już normalne, 'coś jest a później tego nie ma'...
Chyba należy mi się Oskar za grę aktorską, a ludziom za usilne próby w zrozumieniu, bo jak zdefiniować człowieka, zmieniamy się całe życie, i podsumować go jednym rozdaniem kart? Ile jeszcze człowiek zamknie w sobie by nie zostać sam? Jak długo będzie się okłamywał i śmiał prosto w twarz tylko by nie czuć się bardziej samotnym niż jest? Czy ludzie wychodzą spoza okręgu strachu jeśli na swojej drodze wciąż dopatrują się czynników, które ich wyniszczają? I czy odpowiadanie na pytania retoryczne naprawdę, w tym przypadku, byłoby takie głupie?
Jeśli ktoś zapytałby mnie 'dlaczego to robię' nie odpowiedziałabym nic, ludzie po prostu tego nie zrozumieją.. .