11 marca, 2011

dni zwykłe.

Kawa nie uspokaja, i właściwie nigdy nie piłam jej w tym celu, ale posuwający po ciele dreszczyk spowodowany wyborami daje do myślenia bardziej niż zwykle. Czas pędzi jak nigdy, nie zdążyłam się za tobą obejrzeć kiedy już cie nie było, a deszcz wciąż padał, słońce nie wyszło ni razu. W głowie zrodziło się wówczas fascynujące pytanie, na które brak odwagi by odpowiedzieć, i wręcz brak chęci by wracać. 
Noce przychodzą coraz spokojniejsze, zasypiam z ulgą a nie z niedoczekanie, budzę się raczej spokojna, jeśli można być tu chodź trochę spokojnym, śnię.. .

Zamykam drzwi, stoisz w przedpokoju oczekując wytłumaczenia, zrobisz mi wywód, tak dobrze cię znam. W przedpokoju zdaje się słyszeć lekki szelest, to twoje drżące dłonie zaciskane w kurtce dla niepoznaki, nawet nie wspomnisz, że kawa rano była za mocna, albo że widziałeś rozbity talerzyk..  Wiem, że to moja kolej by powiedzieć ' dzień minął dobrze: zakapiłam z chemii,  z polskiego oddała zadanie, .. całkiem nieźle, wiesz?' a mimo to chciałabym walczyć z monotonią między nami. Nie powiesz nic, i tak już zostanie, jak zawsze.

Myśli skupiły się wokół jednego, nieistotnego szczegółu, każdy zatrzymuje sie na chwilę,  czasem 'w eter' powie coś miłego, zaśmieje sie może ktoś, a mimo wszystko mały szczegół nie nabierze siły, nie zmieni się w nim zupełnie nic. Taka jest właśnie ludzka niepewność, ucieczka człowieka prostego.


A kawę można zaliczyć do jednych z tych, które smakują niebo lepiej niż pite rano o czwartej nad książką.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz