Kiedy patrzę jak śnisz
Ja śpię
Ty oddychasz niespokojnie
bo mnie nie ma
tęsknota gryzie po piętach
Krzyczymy, w nierozerwalnej ciszy knujemy spiski, nie domykamy drzwi a jednak nikt przez nie nie wchodzi,
stawiamy sobie cele, i nagle zostajemy sami. Podjąłeś próbę bycia kimś więcej niż tylko 'raz na jakiś czas',
to próba życia. Patrzę jak śpisz, nikt nie śpi tak cudownie, niespotykany Ty mi tak obco częścią mojej
codzienności, na palcach i szeptem byś się nie zbudził, gdy będę knuła coś niedobrego, gdy się planuje
życie u kogoś przy boku, na boku i nawet brzuchu trochę. Czasem niespokojny, czasem na chwilę, czasem
plecami do mnie, ale wciąż ten sam dla mnie w całości.
Zastąpił byś mi Boga,
gdyby istniała taka siła,
ja wiem,
nie ma takiej siły
by można było się cofnąć,
by zrezygnować
niemożliwe nie istnieje