Nic nie szlo zgodnie z planem, zapadała noc a ja nawet nie miałam odwagi spojrzeć w lustro,
wszystko było codzienne a jakże obce. Nawet sobie nie wyobrażacie. Zostałam z tym sama,
na chwile, i tylko 'na słowo', człowiek nigdy nie jest sam chyba, że sam od ludzi odchodzi.
Zmianki, nowinki i słońce, które wychodzi wciąż niosąc ze sobą ostry, porywisty wiatr.
Mamy cos wspólnego, tylko jak to nazwać? - wschody słońca? Tak, nastał wschód, cichy,
przejrzysty ale niosący za sobą dzień pełen wrażeń, tylko ta śmierć wydaje mi sie taka nieludzka,
taka tak bardzo nie pasująca do żadnego z zachodów słońca, jakie znam, jakie widywałam
dotychczas na płótnach czy w książkach, na żywo zachody nie wyglądają jak umieranie.
Wyglądają jak coś co uchodzi, by zrodzić coś piękniejszego.
Wschodu nie będzie. Byleby zachód nie nastał zbyt szybko.
jestem tu, a to wciąż jest za mało, życie jest zbyt krótkie by pozostawiać pytania bez odpowiedzi.